• 01.1.15, 13:17

    postanowienia noworoczne - a co !


    1. zacząć jeździć samochodem. bo po parkingu się nie liczy.
    2. powrócić do 61.
    3. dalej chodzić na włoski.
    4. spłacić długi.
    5. odwiedzić dublin.
    6. zapisać się na pole dance !
    7. zaoszczedzić miesięcznie 100 zł i w przyszłym roku styczniu wydać wszystko na głupoty o.
    8. kochać i być kochanym

  • 31.12.14, 09:00

    wszyscy dzisiaj robią małe posumowania roku. jeśli chodzi o mnie- zrealizowałam swoje dwa największe plany. Mam swoje kochane miejsce na ziemi i żabkę w drodzę. Co prawda nie sądziłam, że rok później będę ważyć prawie 20 kilo więcej, ale chyba jest warto w życiu doświadczyć wszystkiego. najważniejsze to mieć miłość, świecącą małą choinkę i śnieg na balkonie.
    żegnam więc stary dobry 2014 z innymi hipisami tym razem na wzgórzu magellana. a jutro rano widzimy się nad morzem. jak co roku.
    nie boję się ciebie 2015. będzie ciężko, może ciężej niż myślę ,ale zrealizuję cię kawałek po kawałku. małymi kroczkami.
    zostało 80 dni.



  • 17.12.14, 13:10

    czas leci mi strasznie szybko. za tydzień święta, na które co roku czekam z niecierpliwością.
    w poniedziałek rozpoczęłam ostatni etap. jak to mówią - już bliżej jak dalej.
    drugi trymestr, a szczególnie jego druga połowa była najlepszym okresem tego roku, miałam pełno energii, dobry humor i bez problemu zaakceptowałam fakt,że w pasie stuknęła mi setka.
    mała jest bardzo ruchliwa, lubi o sobie przypominać. nie wiję gniazda, nie robię list, ciągle coś od kogoś dostaję, ale w styczniu chyba powinnam zacząć jakieś planowanie.

    bo przecież ja to człowiek- plan.
    najstraszniejsze jest to jak szybko zmieniają się liczby z 6 na 7, z 7 na 8.
    oby do świąt !
  • 09.12.14, 00:01

    z dzisiejszych przemyśleń, póki jeszcze pamiętam.
    wolę.
    WOLĘ być gruba i szczęśliwa niż chuda i nieszczęśliwa. o.!

    i w końcu za 10 razem wyszedł mi ten cholerny rosół !
  • 08.12.14, 12:57

    kończy się drugi trymestr. a ja, jak się czuję ? świetnie ! i grubo- no cóż, to już nieodłączny element mojego życia.
    nareszcie idą święta, powoli czuć je w powietrzu. tymczasem w głowie mylą mi się języki, powoli nie ogarniam życia i mam wszędzie syf !
    pojechałabym najchętniej do ciepłych krajów, choć rozsądniejsze byłoby posiadanie własnej kuchni.
    ah.

    grudniu.
  • 01.12.14, 12:32

    listopad, mój znienawidzony, zleciał jak z bicza strzelił. odliczałam każdy dzień do grudnia i sama nie wiem kiedy minął. jednak nie był jakis najgorszy, raczej ciepły i pogodowo i emocjonalnie. brzuch mi urósł i nie wyobrażam sobie teraz życia bez niego :-) dzidzia kopie, pierwszy raz kopnęła w naszą rocznicę- w kościele. bardzo się tam pobudza- chyba lubi wspólne śpiewanie ta moja mała myszka. to kopanie sprawia, że czuję się bezpieczna i szczęśliwa.
    po pewnym czasie widać kto jest czego wart ina ile go stać. przyjaźnie zawierają się i wypalają, niektóre znikają nie wiedzieć czemu. chyba nigdy się nie dowiem.
    jesień mija
    nad ciepłą herbatą, pod kocem, w mym pokoju nad światem
  • 23.10.14, 14:12

    takiego października bardzo nie lubimy.
    tylko na chwilę wychyliłam nos z domu i od razu zostałam porażona lodowatym powietrzem - co oznacza nawrót chorych zatok.
    cała morenka we mgle, cisza, spokój. cieszę się tym, bo za chwilę za ścianą ktoś zacznie kuć/wiercić/montować. i nie będe wstanie ani obejrzeć telewizji, ani usłyszeć własnych myśli.

    kiedyś śmiałam się z wszystkich gdyby , przesądów, a najbardziej z pregnancy brain. śmiejcie się póki możecie, potem każdą z was to WSZYSTKO dopadnie.
    mój mózg zmniejszył się do wielkości orzeszka (?!!?). doceniam teraz jak bardzo byłam zajebista, mogąc robić kilka rzeczy na raz. aktualnie jestem w stanie zrobić jedną rzecz, o ile za chwilę o jej zrobieniu nie zapomnę.

    koniec września i początek października był najgorszym okresem w moim życiu, który póki co tfu tfu chwilowo przeszedł.
    nienawidziłam całego świata i każdego z osobna, moich ciuchów,w które przestałam się mieścić, zmieniającego się ciała -chociaż do tej pory nie miałam z nim żadnych problemów.
    nienawidziłam siebie, słowa brzuch,brzuszek,okrąglutki i wszystkich podobnych. dobrze, że finalnie zepsuła mi się waga, bo jak to mawia jacek zajebiście psuło mi to mózg .

    musiałam wyrzygać tu wszystko, a nawet więcej.
    bo tak naprawdę
    jestem najszczęśliwszą osobą na świecie

    i czekam na ciebie

    aniołku
  • 26.9.14, 14:42

    obudziłam się dzisiaj o 6 rano. wyspana, rześka, słońce właśnie wschodziło. i pomyślałam, że założę nowego bloga, nie jakiegoś tam pseudo lifestylowego, żadnego ciążowego, żadnego modowego czy kulinarnego. i tak o tym myślałam,myślałam, leżąc obok ciepłego męża, że zasnęłam i już mi przeszło.

    rozterki ciężarnej cz.1
  • 09.9.14, 11:53

    za mną najgorsze 12 tygodni, które w moim przypadku jakoś mocne najgorsze nie były. nie liczę tu oczywiście zwiększonej ochoty na słodycze i sen, no i ogólnie złego samopoczucia.
    nie umiem się całkiem cieszyć i odpuścić czarnym myślom. cały czas jest to dla mnie niewyobrażalne. nie myślę o tym w ogóle, uśmiech pojawia się dopiero wtedy,gdy widzę jak szaleje i słodko sobie tańczy.

    mam teraz czas na wszystko. tylko szkoda, że nikt inny tego czasu nie ma.
    oglądam telewizję- nadrabiam chyba czas całego życia, obejrzałam wszystkie filmy, które chciałam zobaczyć,mam czas na mycie okien i renowację fug.

    przepuszczam czas przez palce

    czekam na ciebie króliczku.
    cekam.



  • 21.7.14, 20:37

    miał być balkon z widokiem na tory, a nad głową latają jak szalone samoloty.
    jesteśmy sami, szczęśliwi, mamy balkon tylko dla siebie. w rgu samotnie stoi lodówka i wydaje w nocy dziwne dźwięki, do których powoli się przyzwyczajam.
    cudowne lato przed nami.

    mam 3 storczyki, żadnego żyrandola i miłość w serduszku.

    oby wszystko było dobrze, modlę się. proszę.
  • 10.5.14, 22:48

    jestem prawie pewna, że pisałam notke o otwieranym oknie i sercu, ale chyba zaginęła gdzieś w akcji.
    leżymy, śmierdzimy, słuchamy, patrzymy.
    zamęczamy się ed'em sheeran'em.
    tak lecą dni, powoli, słonecznie i burzowo. przynajmniej wiemy, że maj w pełni.
    drażnią mnie hałasy, kichanie i podgłaśnianie telewizji.

    bilans jest prosty 60 dni bez papierosa, ale czymże jest 60 dni przy 3600?

    czas rozpocząć remomt duszy. a zatem oby do 2044.
  • 11.4.14, 08:34

    takie dni jak dziś rozpoczynam od sałatki z wodorostów na śniadanie.mniam !
    słońce świeci, świat rozkwita, wszędzie małe pączki i listki. uśmiecham się na samą myśl.
    cierpię od poniedziałku. ból budzi mnie w nocy. najpierw wyglądałam jakby koń kopnął mnie w twarz, a teraz czuję się jakby ktoś wbijał mi młotkiem gwoździe w dziąsła. trauma życia.
    najważniejsze, że ty w takich chwilach jesteś przy mnie. i zawsze będziesz.
  • 03.4.14, 20:47

    umieram.
    nogi mi odpadną.
    a potem ręce.
    a na końcu nos.

    iście diabelska waga.
  • 31.3.14, 15:43

    masakra.
    zimą zamknęłam się w sobie , co zaowocowało - przytyłam 4 kilo (!). szok ! zima minęła, czas porzucić podżeranie batoników i zacząć jeść rzeczy, które wczesniej znałam tylko z nazwy. czerwoną soczewicę, cieciorki,srorki, zielone kremy i inne gówna.
    marzec uciekł jak z bicza strzelił, a kwiecień, tak czuję ucieknie jeszcze szybciej, bo święta, bo urlop, bo majówka
    tete-a-tete.
    kurwa.
    ileż można? można.
    wiosno, pobudź mnie do życia, spraw by me ciało wyglądało jak zawsze dzięki fitnessom i zumbom i wszystkim innym ścierwom, do których trzeba się zmuszać.
    dramat.
    faktem jest, że nie palę od 28 dni.
    faktem jest, że czekam i czekam na głupi kredyt.
    faktem jest, że pierwszy raz w życiu bałam się dentysty, ale tak to jest, jak w wieku prawie 26 lat rośnie ci ósmy ząb.
    szit.
    wiosno przyjdź do mnie. wejdź we mnie i nie odchodź nigdy już.
    papierosy śmierdzą. ale co z tego, że na nich oszczędzam, jak muszę zapłacić krocie za usuwanie zdrowego zęba.
    ja jebię.

    nie lubimy liczby 66.
  • 28.2.14, 20:37

    zastanawiam się, czy nie
    odpuścić
    porzucić
    zaniechać
    umrzeć


    tak właśnie kończy się luty, z bólem brzucha i mokrą głową. szczególnie, gdy rano psuje się suszarka.
    rano jedząc śniadanie, oglądam sobie wschód słońca i myślę

    jak ogarnąć moje życie
    jak schudnąć
    co zmienić
    czy nie wyjechać gdzie pieprz rośnie
    co u ciebie.

    może morze, może marzec, może moja intuicja, z którą mam na bakier, powie mi co mam w końcu ze sobą zrobić.

    ahoj.